poniedziałek, 31 października 2011

Dzień Wszystkich Świętych

Pamięci Tych, którzy byli przed nami....

Candy - wyniki

Bardzo dziękuję wszystkim za udział w Ikeowym Candy:) 
Nie będę oryginalna:), ale i tak napiszę, że candy pozwala na odkrycie fantastycznych blogów i poznanie sympatycznych Osób:) Nie udało mi się jeszcze pozwiedzać:) wszystkich blogów, których Autorki wpisały się a candy, ale mam nadzieję, że uczynię to niebawem.. Słowem - dziękuję pięknie za udział w zabawie!
Komentarzy pod postem jest 64 (z czego jeden mój, a Lewkonia i Mira napisały, że ze względu na bliskość IKEI nie będą odbierały szansy innym:))

Skorzystałam z Random.org:) i oto wynik:)





Numer 11 :))
Odliczając wpisy Lewkonii, Miry i mój własny, 11 w kolejności  komentarz należy do dwóch Pań:))  - Justyny i Kasi
"Justka pisze...
dziękujemy za wpisanie się na nasze candy:))....ale my również chętnie się zapiszemy:))

wtorek, 25 października 2011

Zamość - Miasto Idealne:)

Kolejna podróż służbowa z cyklu "zwiedzać Polskę":)) Zasadniczo nie mam nic przeciw zwiedzaniu, ale.. Drogi rozkopane.. Tory kolejowe, jak również dworce i perony, poddane szeroko zakrojonym pracom remontowym:))
Ogólnie rzecz ujmując - warunki do podróżowania mało komfortowe..  Podróżnicy pocieszają się jak mogą - "jak to wszystko zbudują, Pani kochana, to będzie u nas Ameryka".. Oby:) - przynajmniej jeżeli chodzi o infrastrukturę transportowo - drogową.. Na razie podróż z Gdańska do Zamościa/z Zamościa, z dwiema przesiadkami trwa godzin 13 i 10 minut jako bonusik:))
Spotkanie służbowe intensywne bardzo było. Organizator zadbał jednak o to, abyśmy  miasto zobaczyli - w ogromnym skrócie i pośpiechu, ale zawsze:)  Zamość jest cudny. Kilka obrazków, bo lepiej oglądać niż czytać..




Trwa teraz w Zamościu rewitalizacja - po zakończeniu prac miasto ma uzyskać wygląd z czasów swojego powstania...



Miejsce szczgólne - zamojska Rotunda






Założyciel miasta - kanclerz Jan Zamojski


Na pewno tam wrócę - pooglądać to i owo w samym mieście na spokojnie. Jak również w okolicy, bo jest bardzo interesująca..

poniedziałek, 24 października 2011

o wygranym candy:)

Chciałabym podziękować Ani z blogu "Sercem malowane" za zorganizowanie candy na pożegnanie Lata:) 
Podziękowania składam również za to, co Los sprawił, że to candy wygrałam:))) 
Ogromna była to dla mnie niespodzianka i duża radość:) Tym większa, że na candy zapisałam się właściwie w ostatniej chwili.. W blogowym świecie bywam od niedawna i  takie cudne candy wygrać, to ho, ho.. 

Obrazy od Ani dotarły pod mój adres, gdy byłam w podróży, stąd podziękowania zamieszczam dopiero dziś. Bowiem weekend, jak to zwykle po wyjedzie upłynął na intensywnym życiu rodzinnym :)))

Aniu, raz jeszcze bardzo, bardzo dziękuję Ci za piękny prezent i wszystkie dobre słowa Twojego listu:) I ja życzę Ci samych dobroci i fajnych ludzi na drogach przez życie, jak najmniej kłopotów i wielu tak pięknych prac:)



Witam wszystkich nowych Obserwatorów, staram się zajrzeć na Wasze blogi i zostawić ślad po sobie:)



sobota, 22 października 2011

maszyna losująca :)

Wyczytałam u Qrki Dmowej, że Dagi Mara zaprosiła do zabawy, a jest nią prezentacja torebek..  Przedstawiam moje:)
Tytułowa Maszyna Losująca  to nic innego właśnie jak ... torebka. Damska:) Tak nazywa nasze torebki Mąż Przyjaciółki.. Twierdzi, że używane przez nas egzemplarze są takich rozmiarów, że poszukiwania potrzebnych przedmiotów przypominają losowanie w maszynie losującej:))) a znalezienie czegokolwiek graniczy z cudem :)
Mój Małżonek z kolei stwierdził, po przyniesieniu przeze mnie do domu tej konkretnej, że powinna mieć ona kółka w zestawie:))) I że następna będzie wielkości bagażu podręcznego:)


Bardzo ją lubię - jest mega pojemna i posiada pasek na ramię (świetna sprawa jeżeli chodzi o wyjazdy).. Mieści wszystkie potrzebne skarby, a dużo ich, łącznie z obowiązkowymi kasztanami ... na szczęście i przeciw Złemu:).. W skrajnych przypadkach jest w stanie "przytulić" laptopa:)) Po prostu - SUPER jest.

Ta z kolei uśmiechnęła się do mnie w sklepie i nie mogłam jej nie zabrać ze sobą:) Na razie oswajamy się, bo przyzwyczajona jestem do większych egzemplarzy:))

Podobno - średnio w naszych torebkach jest przynajmniej ...50 różnych przedmiotów..
Liczyłam, u mnie jest więcej:) A jak u Was?

niedziela, 16 października 2011

duuuga sobota:)

Oj, długa ona, długa.. Ponieważ zmykam do Zamościa jutro skoro świt:) to ranek i przedpołudnie spędziłam w kuchni, coby Rodzina szanowna z głodu nie pomarła, jak to prorokował mój Tatuś wczoraj. Rodzina co prawda w całości dorosła już (bo i Dziecka pełnoletność osiągnęły ) i powinna umieć o siebie zadbać, ale takie atawistyczne odruchy matczyne jednak trudno wyplenić. No więc wytworzyłam pożywienie w ilościach hurtowych.
Po południu zaś udaliśmy się na ślub Przyjaciół z przyległościami. Aczkolwiek przyległości musieliśmy opuścić dosyć szybko z racji mej podróży do Zamościa.  Ech.. Zgodnie z zapowiedzią mojego Szefa, zwiedzamy Polskę dosyć intensywnie nadal:)))
Przed podróżą chciałam jeszcze pokazać cudny "śluby" bukiet od Ewy z Dzieciątkowego Zakątka:))), który uświetnił ślub naszych Przyjaciół. Wzbudził on zachwyty u wszystkich i był jedyny, którego Młoda Para nie odłożyła od razu na bok, tylko dosyć intensywnie, (mimo innych, ważniejszych obowiązków, które łączą się z byciem Młodą Parą) wymieniła poglądy, kto spożytkuje ów bukiet w sposobnej chwili :)))
Ewa to prawdziwa Czarodziejka:)


Prawda, że cudny:)?
To zmykam pakować kufry i walizy, a później do pociągu i  "Witaj Zamość" :)
Dobrego tygodnia wszystkim życzę!

poniedziałek, 10 października 2011

o skomplikowanych drogach myśli, jesieni i paryskiej modzie :)

Tak sobie ostatnio myślałam jakimi dziwnymi ścieżkami biegną ludzkie myśli..  I jak przedziwne następują skojarzenia, wywołane wspomnieniem, cytatem, słowem... W czym rzecz - otóż zaczął się już na dobre powakacyjny kieracik.. Przybyło zajęć, przybyło samochodów, przybyło pasażerów w środkach komunikacji.. W ubiegłym tygodniu musiałam dosyć intensywnie przemieszkać się po moim osobistym mieście.. Zbiegło się to z rozpoczęciem roku akademickiego.. Ruch drogowy wzrósł o 200% :((( No i efekt był taki, że .. pierwszy raz (mam nadzieję również - ostatni) spóźniłam się na szkolenie, które prowadziłam.. Spóźnienie wyniosło 45 min.. Wstyd i hańba:(( Ale nijak nie dało się przyspieszyć jazdy, a przez prace drogowe (związane oczywiście z EURO 2012:)) - chwilami nie poznaję własnego miasta...
Krąży już anegdota u nas, że wszystko co złe to ... przez EURO.. 
W związku z utrudnieniami w ruchu:)), miałam sposobność obserwować jak zmienia się pogoda i NADCHODZI Jesień.. Jak zmieniają się kwiaty w kwietnikach okiennych, na tarasach i balkonach.. Ale też - jak z dnia na dzień następują zmiany  w naszych ubiorach ..
W piosence o Staruszku, która zawsze towarzyszy mi o tej porze roku (no "przyczepia się" i nie mogę pozbyć się jej z głowy:)) )  jest taki fragment:

"... i podreptał do domu po dróżce 
i powiedział stanąwszy przed chatą, 
swojej Żonie, tak samo Staruszce, 
jesień idzie, nie ma rady na to.. 

A Staruszka zmartwiła się szczerze, 
zamachała rękami obiema.. 
Musisz zacząć chodzić w pulowerze, 
jesień idzie, rady na to nie ma..

Może zrobi się zimno już jutro, albo pojutrze 
lub może za tydzień..
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro..
Jesień idzie, jesień, jesień idzie..

Obserwowałam, tkwiąc w samochodzie, paradę pulowerów, botków, kozaczków, przepięknych szali - w rudościach, brązach, oliwkowych zieleniach..
A ponieważ korki drogowe to jest zjawisko, które wprawia mnie w przygnębienie wielkie, wzbudza bezsilność, wręcz rozpacz.. No to usiłuję myśleć o sprawach przyjemnych, relaksujących... Zwykle (jak zapewne większość populacji:) ) wędruję myślami do miejsc przyjemnych, takich gdzie było mi dobrze i miło, których dobre wspomnienia dodają mocy do zmagania się z rzeczywistością:))
Odnośnie jesieni, futra i mody paryskiej:) Myśli moje, wypełnione piosenką o Staruszku i futrze  zbłądziły ku obszarom wdzięcznym i zabawnym - ubiorów w Paryżu.. Bo paryska moda, a raczej jej przejawy bezpośrednie, życiowe - potrafi zadziwić:)) Widziałam na żywo reakcję kilku już osób, które czasem wręcz przystawały ze zdumienia na widok kolorowo, z rozmachem i fantazją ubranych paryskich Przechodniów.. 
Kilka przykładów:))

Zdjęcie jest dosyć niewyraźne, ale trochę głupio było robić lepsze:) Etola tej oto Lady to norki , względnie szynszyle:) A reszta zestawu - bardzo oryginalna w tym połączeniu..

W związku z tą stylizacją - zastanawiałyśmy się z Przyjaciółką, czy ów Pan ma taki oryginalny garnitur, czy też jest to piżama. Nie doszłyśmy do porozumienia - Przyjaciółka upierała się przy piżamie:)

Ale prawdziwy hit to ten obrazek:) Niestety, nie odgadłyśmy, czy to taki oryginalny krój spodni, czy t-shirt w nowym zastosowaniu:)


A to są obrazki ze stycznia w Paryżu :) Z rozważań odzieżowych myśli powędrowały bowiem w rejon klimatu i  pogody:)) I tym optymistycznym akcentem i myślą następującą "może nie będzie zimy?" - serdecznie pozdrawiam i dobrego tygodnia wszystkim życzę:)



PS. Wygrałam candy u Ani z Sercem Malowane :))) Normalnie nie wierzę!!! I cieszę się przeogromnie:)

poniedziałek, 3 października 2011

o metamorfozach domowych

Odcinek domowy:) Dziś o miejscu ważnym, czyli o wejściu do domu :) Ha:) Łatwo nie jest:) Tak jak pisałam - żeby do domu wejść,  mamy 20 schodów na rozgrzewkę:).. Ale o schodach naszych domowych (wszystkich) będzie osobny wpis, bo zasługują na to:) Dodam na razie,  że kilka osób zawarło z nimi bliższą znajomość.. No i poezją jest wnoszenie mebli :))
Po schodowej rozgrzewce - pomieszczenie na "dzień dobry "to tzw. wiatrołap.. W oryginalnym projekcie domu miał to być taras, otwarty. Pomysł był fajny, bowiem z tej strony domu słoneczko przebywa sporo czasu i miałby ten taras sens (w przeciwieństwie do faktycznego tarasu, gdzie trzeba używać ocieplaczy, żeby korzystać z wypoczynku). No ale... Ta strona domu "wychodzi" na drogę osiedlową: ( i  kłopot byłby z intymnością na tym niedoszłym tarasie.. Zatem taras nie zaistniał, a wiatrołap powstał  - wiadomo -  by chronić resztę domu przed utratą ciepła.. Pomieszczenie jest maleńkie, jak wejdą doń dwie osoby trudno się "obrócić".. Po naszym wprowadzeniu się do domu,  pomieszczenie prezentowało się tak:)


Tu widać jak bardzo nierówny jest styk ściany z sufitem:).. Mąż mój domagał się ostatnio elastycznych? listew maskujących, bo inne nie bardzo chcą współpracować w tym obszarze:)). Tapeta przykrywała niezliczoną ilość dziur, po poprzednich aranżacjach tego pomieszczonka. Została nam jeszcze do wymiany podłoga, owe .... niebieskości, ale jak to ze wszystkim.. Nie tak prosto.. Bo jak nowa terakota, to nowa wylewka, więc znowu kucie, gruz i pył... Fuujjj...
Ku mojemu ubolewaniu, mieszka tu na stałe nasza druga lodówka, bowiem domownicy odmówili udawania się w rejony piwniczne po niezliczone jogurty, soki, owoce itp. A lodówka kuchenna nie jest w stanie pomieścić wszystkich zapasów..Miałabym zupełnie inny pomysł w temacie wyglądu tego miejsca, ale trudno pogodzić pomysły z lodówką...
Po zmianie okien i ociepleniu  jest mniej więcej tak:)



Clou stanowi fakt, że tego wejścia prawie nie używamy:) Wchodzimy do domu przez garaż i schody wewnętrzne:)... Tędy wchodzą goście:)

Za wiatrołapem znajduje się następne pomieszczenie domowe, które trudno określić, czym właściwie jest...? Przedpokojem? Niedoszłą jadalnią? Potencjalnie - może kiedyś - powiększoną kuchnią :)) Są to niestety zmarnowane kwadratowe metry i trudno znaleźć dla nich racjonalne zastosowanie. 
Dawno dosyć temu stała tu sobie szafa z boazerii ... Średnio wygodna w odbiorze i jeszcze mniej ciekawa w wyglądzie:) Przejściowo powstało takie wnętrze - próbowaliśmy urządzić tu jadalnię, ale jakoś..  Nie po drodze było z noszeniem talerzy i półmisków.. Przeszkadza w tym ściana oddzielająca owo pomieszczenie od kuchni.

Tu kolejny boazeryjny mebel - kryje liczniki prądowe.. Jest pomysł, żeby tą ściankę prze-aranżować, ale znowu ... kucie :)) w perspektywie.. A przede wszystkim -  w tej ścianie są wszelkie kabelki prądowe i to nas wstrzymuje na razie od działań drastycznych..
No i ponieważ działań w najbliższym czasie ze ścianą nie będzie, a jadalnia nie bardzo chciała zafunkcjonować pomieszczenie zmieniło szatę po raz kolejny:)
Stół powędrował do naszej sypialni, mam teraz fajne miejsce do pracy.. A tu schronienie znalazł wiekowy sprzęt do spania dla gości (swoją drogą w wersji do spania - niewygodny jak nie wiem co:))))

Ogólnie hmmm... może jest nieco dziwnie, wchodzi się bowiem do domu przez pomieszczenie o niestandardowym - jak na wejście do domu:)) wyglądzie... Dziecko starsze powiedziało, że wygląda teraz owo miejsce jak  kawiarnia:)) Ale co tam:) trudno, że dziwnie.. Z Dziewczęciem moim pijamy tu popołudniową herbatkę i bardzo nam się dobrze współpracuje z owym wypoczynkowym sprzętem:) przy tej czynności.. Fajnie jest też podczas prac kuchennych przycupnąć tu z książka, czy komputerem :) Brakuje jeszcze detali różnych, ale zarys ogólny jest:) Widać tu nasz autorski, ratanowy projekt, maskujący kaloryfer..

Podręczne lektury:)

Tak naprawdę czekam, aż ściana oddzielająca to pomieszczenie od kuchni zakończy żywot... I będę mogła urządzić w miarę sensowną kuchnię, bo obecna jest mała i średnio wygodna.  Słowem, pomieszczenie ma potencjał:)) Jak widać - dominuje na razie ikeowa seria MALM :) Lubię te komody, bo są w bardzo różnych rozmiarach i bardzo przystępnych cenach. Na "okres przejściowy" - bardzo fajne:)

I jeszcze kilka obrazków z tarasu:)) Jesienne lato:)






Dobrego tygodnia, słoneczka i takiej złotej jesieni jak najdłużej wszystkim życzę:)