piątek, 22 lipca 2011

Niespodzianki i wzruszenia :)

Nie napiszę nic oryginalnego, ale wiecie co? Niespodzianki są cudne :) I myślę, że miłe niespodzianki bardzo wszyscy lubią. Mijający tydzień przyniósł ze sobą dwa takie niespodziewane zdarzenia no i w komplecie - wzruszenia i radość.
Pierwsze były róże - śliczny bukiet od mojej Pani Naczelnik z instytucji nadrzędnej. Mega - zaskoczenie, bo dotarły do pracy, przyniesione przez Pana Kuriera. Nie jest to rzecz codzienna, dostawać kwiaty od Szefa:), oczywiście pytania - dlaczego, z jakiej przyczyny.. No i zrozumiałe - radość ogromna..



Drugą porcję wzruszeń spowodowała Janeczka z Janeczkowa:) (tu) Wczoraj dotarła do mnie cudna kartka oraz frywolitkowy wisior autorstwa Janeczki. Janeczka to ARTYSTKA i CZARODZIEJKA, żadne zdjęcia nie oddają urody Jej prac (tym bardziej moje), ale obrazki moje robione były dziś rano - a rano pogoda za oknem przypominała listopad:( ) Jednak dziś wyjeżdżam na kilka dni, chciałam  więc jak najszybciej podziękować Janeczce i podzielić się moją radością - stąd jakość zdjęć .. W tym przypadku ważniejsza  intencja :) od jakości :)
Janeczko kochana! Dziękuję Ci ogromnie bardzo za radość jaką sprawiła mi Twoja niespodzianka i uśmiech, który wywołała, tak potrzebny tego lata:) Kartka zawiera przepiękną, osobistą w wyrazie sentencję - Janeczko, dziękuję raz jeszcze!





Jestem szczęśliwą posiadaczką innych prac Janeczki - pokażę je przy najbliższej okazji. Są cudne!
Dziś zaczyna się mój długo wyczekiwany urlop - na początek wizyta w rodzinnym domu. Ogromnie się cieszę, praca nieźle dawała w kość ostatnio..
Pozdrawiam cieplutko i życzę, żeby przyszło prawdziwe, ciepłe lato!

niedziela, 17 lipca 2011

wycieczkowo :) .. pierogi i muffiny z porzeczkami

Weekend się kończy niestety.. A w perspektywie jeszcze jeden tydzień pracy.. Niby mało, ale finisz przed urlopem zawsze jest.. trudny. Weekend fajny, bo pogoda całkiem, całkiem :) Jeszcze nie lipcowo - upalna, ale jak się nie ma co się lubi :) ..
Wczoraj Dziewczę moje zaordynowało wycieczkę do Przywidza. Okolice domu, w sumie niezbyt dalekie.. Jest tam stadnina koni i genialna pierogarnia. I prześliczne jezioro. Słowem - urocze miejsce na mały sobotni wypad..



Pierogi są ojej... Fantastyczne. W różnych smakach w tym - łososiowe, szpinakowe, z kaszą gryczaną i miętą.. Z racji sezonu - jadłyśmy oczywiście jagodowe :))) 
Miejsce bardzo swojskie i urokliwe, oddalone od Gdańska tylko o 30 km. W przypadku niepogody - warto zajrzeć :)






Jezioro Przywidzkie :)





No i muffiny według przepisu Liski :) (tu) Są proste do wykonania i znakomite w smaku. Znikają w tajemniczych okolicznościach :)


Moje wyglądają nieco inaczej niż u Liski, ale nie rzecz w wyglądzie :)



Dobrego tygodnia życzę wszystkim!

piątek, 15 lipca 2011

rowerowo :)

Jeju... cały tydzień miałam ogromną ochotę... I potrzebę.. roweru:):) Ale pogoda nie rozpieszczała w minionym tygodniu, zajęcia bieżące również :))


Dziś nareszcie - i pogoda w miarę i weekendu początek, wiec - na rower :)


Wybrałyśmy się z  moim Dziewczęciem na lotnisko trójmiejskie zobaczyć postęp prac :) Lubię tą trasę - bo kawałeczek od domu.. Obrazki sielskie i wiejskie :) - a tak naprawdę to cały czas.. miasto :))






Lotnisko miewa się dobrze, postęp prac widać - bardzo widać. A to cieszy, bo widać też koniec rozmaitych utrudnień w codziennym życiu, zwłaszcza komunikacyjnym :))) Korki codzienne to jest coś, co przyprawia mnie o depresję :(



Dobrego, wypoczynkowego weekendu wszystkim życzę! Przede wszystkim - słońca prawdziwego, lipcowego!

piątek, 8 lipca 2011

wspomnieniowo.. fontanny Paryża

Pogoda odrobinkę dziś ładniejsza, słonce pojawiło się na niebie. Ale.. Lipiec to przecież i powinno być lipcowo - pachnąco, upalnie, wakacyjnie.. A nie tak nijak, jakby słonce samo nie mogło uwierzyć, że to już wakacje i powinno być prawdziwe lato.. Tęsknota u mnie po prostu do ciepła i wielka potrzeba urlopu, bo w pracy ciężkawo.. No i z tej potrzeby i nostalgii.. zamykam oczy i pojawiają się obrazy minionych wakacji - Puszcza, Biebrza, Bałtyk i ... Paryż.. :))) Dziwię się, ze do tej pory nic tu o Paryżu nie powstało :), bowiem jest to kolejne ukochane miejsce, tak jak Podlasie.  
O Paryżu można pisać i pisać.. Próbować "ogarnąć" to Miasto, ale próby te pozostaną tylko próbami.. Kto był, ten wie :) Kto nie był - zachęcam bardzo! Pomimo niepochlebnych opinii, ze brudno, ze tłok, że drogo, że właściwie - o co chodzi.. Powiem tak, jeżeli program wycieczki (a zwykle tak jest) obejmuje miejsca "turystyczne" (katedra Notre Dame, Luwr, obowiązkowo (!) wieża Eiffla czy Bazylika Sacre Coeur), no to w istocie, tłumy turystów i ogólna atmosfera tam panująca niezbyt przekonują do Paryża, do prawdziwego Ducha tego Miasta. Nie wystarczy wycieczka typu "zorganizowana", żeby zagłębić się w smaki, zapachy, kolory i codzienność tego magicznego Miasta.. Które ma różne oblicza, jak to w życiu :)
Dziś obrazki paryskich fontann:) Dlaczego? Ano, bo kojarzą mi się z ubiegłorocznym upałem, jaki panował w lipcu (więc chociaż taka wirtualna odrobina lata) .. I doniesieniami w mediach o tym, jak to polskie fontanny są siedliskiem wszelkiego drobnoustrojowego zła.. I tym, że należy fontanny polskie ... ogrodzić,  postawić służby, które będą pilnowały, żeby nikt nie moczył zmęczonych nóg, nie korzystał z ochłody, NIE PIŁ wody..  Dużo było o tym, że woda powinna być uzdatnia, badana, odpowiedniej jakości i czystości...Były nawet głosy o likwidacji tych uroczych miejskich zakątków, no bo te drobnoustroje i KTO właściwie ma pilnować żeby korzystać z  fontann w sposób odpowiedni.. Więc lepiej ... zabronić, zamknąć ..  Stare wypróbowane sposoby..
Tak się złożyło, że w ubiegłym roku trafiłam  do Paryża w lipcu. Był to swego rodzaju szok dla mnie, bowiem ostatnio odwiedzałam Paryż w miesiącach zimowo-wiosennych chociaż znam to miasto i w letnim wydaniu.. Ale po ostatnich pobytach wiosenno - zimowych zapomniałam o ... tłumach turystów latem, o tym, że tłoczno w muzeach,  na głównych arteriach, w RER i w metrze.. Szokiem był dla mnie obraz pociągu z Wersalu do Paryża około godziny 19 w niedzielę :)), miałam wrażenie, że ogłoszono ewakuację z bliżej nie znanych powodów:))) No i przypomniałam sobie o tym, jak w Paryżu potrafi być GORĄCO i rozumiałam również, że można Paryż znielubić jak się trafi  z wizytą w taki turystyczny czas :))

Taki obrazek z ubiegłego lata na "dzień dobry" :) Zdjęcie trochę kiepskiej jakości, ale bardzo ujęła mnie ta scena :)


No bo po tej dyskusji w naszych mediach - fontanny paryskie same "wpadały" mi w oczy :))
Fontanna u stóp schodów wejściowych do Bazyliki Sacre Coeur

Jakoś nie widać krystalicznie czystej wody, ani też służb, które regulowałby korzystanie z tych przybytków :)
Niżej -  jedna z fontann w dzielnicy La Denfense - to, co było godne uwagi w moich obserwacjach, to wyraźny znak o zakazie kąpieli, umieszczony przy większości paryskich fontann.



Fontanna koło Les Halles


Taka scena nie należy bynajmniej do rzadkości :) Nie widać troski o przesadną higienę :)

Luwr :)

Luwr jest .... skomplikowany. Osobiście wolę podziwiać jego urodę i majestat z zewnątrz.. Tego dnia był upał taki, że obrazek nie dziwił - większość wychodzących z muzeum, z prawdziwą przyjemnością zanurzała stopy w wodzie fontannowej :)

Muzeum Rodina - przecudne miejsce i super muzeum


Moja córka twierdzi, że w Paryżu wystarczy BYĆ. Ze można tylko siedzieć na chodniku i po prostu BYĆ.. Coś w tym jest :)) I ja mówię z całym przekonaniem  - Paris Mon Amour...


czwartek, 7 lipca 2011

pity i ... banan inaczej

Lato poszło sobie gdzieś.. Szaro i buro.
Lato zawsze wydaje się mi za krótkie - szkoda, szkoda każdego dnia bez słońca..
Więc takie małe co nieco - energetyzujące curry z kurczakiem i bananem :) Energetyujące, bo i imbir i curry:) Inspiracją był przepis  ze strony Slyvvii (tu)

Curry z bananem i kurczakiem

modyfikacja - ok 1 kg kurczaka 
1paczka (4 torebki) brązowego ryżu
1 i 1/3 szklanki wody (może być mniej)
2 spore garści zielonej fasolki szparagowej
1 spore garści żółtej fasolki szparagowej (u mnie fasolki około 0,5 kg zielonej)
1/2 małej cebuli
u mnie - 2 dojrzałe banany
garść rodzynek
garść siekanych migdałów lub płatków migdałowych (nie dodawałam)
2/3 łyżeczki curry
1/3 łyżeczki imbiru 

Wykonanie:
1.w garnku zagotować ryż i trzymać na małym ogniu pod przykryciem około 25-30 minut
2. pozostałe składniki dusić razem na patelni około 15 minut
3. kurczaka pokroić w kostkę i podsmażyć na oliwie (doprawić według uznania, u mnie pieprz, czosnek, odrobina soli, chilli).
4. następnie połączyć kurczaka z warzywami, dodać curry i imbir

Curry zmodyfikowałam o tyle, że użyłam fasolki tylko zielonej (taka była w domu) i nie dodałam płatków migdałowych (nieobecność ich w domu), ale nie wpłynęło to na jakość potrawy :) No i najważniejsze - jako dodatek wystąpił kurczak, bowiem według moich domowników - obiad bez mięsa to nie obiad :). Fajnie również smakuje ta potrawa zawinięta w placek tortilli :)



No i jeszcze pity :) Do pieczenia pit własnej produkcji zainspirowała mnie Asia ze Starej Stajni - super jest to pomysł (zapach bajkowy podczas pieczenia w całym domu), a wykonanie chlebków - bardzo proste. Za Asią podaję link do genialnej strony z przepisami (tu)

 


 Pozdrawiam cieplutko i życzę wszystkim słonka - takiego prawdziwego, lipcowego :)

niedziela, 3 lipca 2011

ciąg dalszy - U-booty i Bałtyk..

Kilonia była następnym etapem naszej niemieckiej wycieczki, a konkretnie muzeum U-bootow w Laboe. Jako jeden z eksponatów muzeum stoi tam U-995.. Mój Małżonek kocha wszystko co pływa pod wodą i z dostępnych tego typu obiektów w UE :) widział większość.. Powiem tak - warto zobaczyć ów okręt, żeby tym bardziej z całych sił nie chcieć kolejnej wojny.. Trudno wyobrazić sobie życie w warunkach bojowych w tak małej przestrzeni - 60 osób załogi, torpedy, zapasy jedzeniowe, sprzętowe .. Brrry.. 
Jest taka książka "Das Boot" Lothara-Günthera Buchheima (jak również film o tym samym tytule, nakręcony na podstawie tej powieści) - pomijając taką czy inną ideologię, książka, bardziej niż film ,bardzo dobrze oddaje klimat codziennego życia okrętowego.. Sugestywne opisy spleśniałych racji jedzeniowych,  strategii suszenia skarpet, nawet takiej czynności jak dłubanie w nosie... Bardzo przemawiają do wyobraźni.. Podczas czytania nasuwa się myśl - "dobrze, że mnie tam nie było".. Historia II Wojny zmienia się, wraz z dostępem do nowych dokumentów i archiwów. Mówi się coraz więcej o tych Niemcach, którzy, oględnie mówiąc wojny nie popierali.. Związana z tematem informacja - z około 40 tys żołnierzy, służących na niemieckich okrętach podwodnych, zginęło podczas wojny około 30 tys..
Laboe wita przyjeżdżających charakterystyczną sylwetką pomnika muzeum - jest to stylizowany kiosk okrętu podwodnego.. A U-995 przypomina wyciągniętego na plaży wieloryba..







Jedna z ciekawostek - torpeda umocowana nad koją (miejsce od spania przynależne do dwóch żołnierzy).. Jeden spał, drugi był na służbie..

 
Toaleta oficerska  


Mnie zachwycił Bałtyk ... 







Mimo, że mieszkam nad morzem:) Ale w tej okolicy  Bałtyk jest naprawdę urokliwy.. A klimat Laboe przypomina nieco przedwojenny Sopot :)


Pozdrawiam cieplutko i życzę dobrego tygodnia - i tym, którzy już urlopują i tym, którzy jeszcze w pracy :)