wtorek, 20 września 2016

Wrzesień:))

Wrzesień zachwyca:)



Przygotowania do jesieni:) i snu zimowego??


Sopot.. zachwyca zawsze:)))
Jesienne smaki:))
I coraz bardziej jesienny taras...
Dobrego tygodnia Kochani!

środa, 31 sierpnia 2016

Kanikuła:)

Jutro nastąpi moment, którego bardzo nie lubię.. W trójdzielnym pracowym kalendarzu pojawi się listopad.. Jest to jednak zjawisko, na które poradzić nic nie można:), więc nie należy się nim zajmować:) Listopad i tak nadejdzie..
A na razie - kanikuła:)) Mimo, że koniec sierpnia, przed nami jeszcze prawie miesiąc lata.. Bardzo lubię  to wrześniowe, późne lato - rześkie poranki, nasycone kolory, babie lato i mgły..
 Rośliny na tarasie rozrosły się pięknie:)
 Nie widać rynny ( o to chodziło).. A w czasie zimowych dni ciemność ją zasłania:))

 Jak sierpień to pomidory:)) Pycha!
 I domowe lody:) Też pycha:))
 Ale hitem ostatnio jest ... sernik jaglany:)))

Sernik inaczej:)
 
1 szklanka kaszy jaglanej
1 litr mleka roślinnego (koksowe, sojowe)
250 g (1 opakowanie) wiórków kokosowych
4-5 łyżek miodu (według uznania - "do smaku").
szczypta soli
owoce do dekoracji
 
Kaszę przepłukać wodą. W dużym garnku zalać szklanką wody i szklanką mleka, gotować na małym ogniu, do momentu uzyskania gęstej konsystencji.
Następnie dolać kolejną szklankę mleka.
Gdy masa zgęstnie, dodać wiórki kokosowe (odłożyć 5-6 łyżek do dekoracji) i resztę mleka nadal gotując na małym ogniu.
Dodać miód.
Całość zmielić przez ok. 3-3,5 min w blenderze.
Przełożyć do tortownicy (śr 21cm) lub małych kolilek i odstawić do całkowitego wystygnięcia a następnie na noc do lodówki. 
Smacznego!


Korzystamy z lata w tych naszych strefach zielni domowej, mimo, że sierpień pogodowo był .. trudny:)
 

 Znajdź KOTA:)
 
A czasem pojawia się kocie Przedszkole:)
  I pierwsze wrzosy już - bardzo je lubię:)))
Dobrych dni Kochani!

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Ciekawy Przylądek...

Ha:) Pogoda u nas przez ostatnie dni bardzo przypomina taką z północnych stron:)).. Głównie pada.. I chłodno.. Korzyść taka, że nie trzeba podlewać ogródka:) ...
Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o ciekawym miejscu z naszej podróży - jednym z przylądków północnych.. Jak to jest z końcem Europy pisałam (tu) Bardzo chcieliśmy zobaczyć masyw Kinnarodden, więc zapadała decyzja, że idziemy, a przynajmniej spróbujemy dojść na kolejny koniec Europy:)) W konwencji takiej, że jak dojdziemy to OK, jak nie, to też będzie to fajna wycieczka:) Szlak zaczyna się przy lotnisku w Mehamn, ma 22 km w jedną stronę, przekraczanie rzeczek i torfowisk - według własnej inwencji i pomysłu:) Opis trasy zawiera jeszcze ostrzeżenia o śliskich głazach i gęstych mgłach, ale co tam, idziemy i tak:)
Na początek - bardzo malownicza droga dojazdowa do Mehamn .. Zaskoczył nas brak śniegu i ta zieleń dookoła:) Poprzednim razem krajobraz był tu bardziej księżycowy:))
Zdecydowanie tegoroczny wyjazd to - RENIFERY:) Dużo Reniferów:)


 Poglądowa mapka naszej trasy:)
Początek szlaku - bardzo urokliwy:) Dwie rzeczki można bez problemu przekroczyć, ułatwiają to ułożone przez dobrych ludzi kamienie:) Pogoda - marzenie, błękitne niebo i temperatura taka, że można było zacząć wycieczkę w odzieniu z krótkim rękawem:)))

Szlak oznakowany jest czerwoną literą "T".. Jednak niezbędne jest (w moim odczuciu) posiadanie GPS i koordynatów tej trasy, które można dostać na lotnisku w Mehamn. Po wejściu na to wzniesienie, które widać na zdjęciu wyżej, zrobiło się ... dosyć kamieniście (?)...
I dalej patrząc - również:)

Zrobiliśmy w tym miejscu przerwę na lunch:)
Im dalej - tym ....więcej kamieni:)))) I niby nie wysokie te pagórki, ale kamyczki zdecydowanie dodają smaku w chodzeniu tam.. Pogoda cały czas niezła i mieliśmy nadzieję że cały czas taka będzie.. Myślałam sobie, jakby się szło po tym terenie w deszczu.. Niebawem moja ciekawość została zaspokojona:))))
Kolejne.... kamienie:))) Chwila przerwy na podziwianie roślinności, bo TAK, wbrew pozorom usiłują tam przetrwać różne dzielne roślinki:)




Z tego miejsca (poniżej) postanowiliśmy ... zawrócić.. Niestety.. Jest to mniej więcej 12 km trasy.. Do końca jeszcze 10.. Po kamieniach oczywiście:)))

Nie przewidzieliśmy takiego ich nadmiaru.. I tego, że znacznie wydłużą czas wędrówki.. Zaplanowaliśmy tą trasę z jednym noclegiem (i na tyle byliśmy przygotowani jedzeniowo).. Niestety, potrzebne byłby noclegi dwa.. Do tego pogoda zaczęła się psuć i wizja wędrówki po MOKRYCH kamieniach zaczęła być bardzo realna..Zeszliśmy odrobinę niżej i rozbiliśmy biwak, żeby odpocząć czas jakiś przed powrotem.. Widać nadciągające chmury z deszczem.. A to, czego nie widać, to WIATR:))) Zimno.... oj, zimno się zrobiło bardzo...

Ha:) Ale nie brakowało za to materiału do zabezpieczenia namiotu przed zamianą w szybowiec:)

Oprócz wiatru i deszczu, pojawiła się ... mgła... W namiocie nadal zimno, spać jakoś nie bardzo było można:))) Około 24 stwierdziliśmy, że właściwie możemy wracać... Ciemno przecież nie było:))) Tylko szaro, z powodu mgły:))
Bardzo tu przydał się GPS, bo w tej mgle znaków trasy widać nie było.. Ech.. Nie bardzo było można również robić zdjęcia, bo aparaty niestety posiadamy nie odporne na wilgoć.. I jeszcze okulary z deszczem nie bardzo dobrze współpracują:)))  Za to bardzo dobrze pracowała wyobraźnia.. np. -"co by było, gdyby któreś z nas skręciło nogę":)))
 To już 2-3 km od Mehamn.. Cieplej trochę, ale mgła dalej gęsta..
Widać oznaki cywilizacji:) Pod koniec wycieczki nie pilnowaliśmy już za bardzo oznaczeń szlaku, nawigowaliśmy na tzw "szrot" i to był błąd.. Zawarliśmy bliską znajomość z większością torfowisk :)))
Koniec trasy - Mehamn, 5 rano:)))
No i cóż.. Wiemy już,  że pójdziemy tam jeszcze raz.. Lepiej przygotowani:)) Bo wiecie.. Pięknie tam.. Niesamowite jest to miejsce, z tą surową, dziką przyrodą..  I to morze kamieni zauroczyło nas bardzo..
A tu - obrazek optymistyczny, jaki przygotował nam ten tajemniczy Półwysep w drodze powrotnej na początek kolejnego dnia:))))

Tak użytkowo i całkiem serio - warto rozłożyć tą trasę na 3 dni, żeby się nie stresować.. GPS - koniecznie potrzebny.. Wraca się lepiej, niż idzie "do"..  Nie trzeba zabierać wody, albo można zabrać tylko trochę, (dużo waży), a jest tam bez problemu dostępna.. Teraz wiemy, że właściwie deszcz i mgła są prawie pewne, nawet jak na początku trasy jest ładna pogoda:) Konieczne są dobre buty, te kamienie naprawdę są... trudne.. :))
No i jak:)? Do następnego spotkania z Norwegią:)?
Dobrego tygodnia Kochani!